Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 259 956 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS



Tribute to the Hero of the Georgian Nation.

środa, 03 marca 2010 11:09


 
Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Refleksja nad pewną fotografią. . .

wtorek, 23 lutego 2010 23:44

 

to już ponad tydzień…

nie ma Cię

odszedłeś

i uparcie nie chcesz wrócić

nie ma Cię

i nie będzie już nigdy a ja

nie potrafię się z tym pogodzić…

 

uporczywie wpatruję się

w fotografię

w te ułamki sekund

zatrzymane na zawsze

na skrawku papieru…

 

uśmiechnięta twarz

małej dziewczynki mówi wszystko

jest dumna i szczęśliwa,

bo stoi ze swoim ulubieńcem

a on obejmuje ją

delikatnymi choć silnymi rękoma

męskimi i chłopięcymi zarazem

 

dzieci Cię uwielbiały

wszystkie bez wyjątku

za to że byłeś właśnie takim

mężczyzną o duszy dziecka…

 

mam wciąż w pamięci

Twoją zakrwawioną twarz

i te nieprzytomne oczy

otwarte w śmiertelnym zdumieniu

ale nie to chcę pamiętać

tylko Twoje pogodne spojrzenie

i uśmiech na wciąż chłopięcej twarzy…

 

Łódź, 23.02.2010

 

Pamięci Bohatera Narodu Gruzińskiego...

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"I will either win or die..." Dość nietypowe epitafium...

sobota, 20 lutego 2010 14:40


Matka.

 

Patrzę na Ciebie, starocerkiewna, gruzińska Matko Bolejąca, na granicy rozpaczy mdlejąca z bólu...

Siedząc za stołem przy którym wspólnie jedliście każdy posiłek, zalewasz się łzami przeglądając pamiątki po Nim i tuląc naznaczoną łzami twarz do każdej Jego fotografii, do każdego przedmiotu, który do Niego należał, którego dotykały Jego dłonie, na który patrzyły Jego czarne oczy...

 „Dlaczego ja Cię przeżyłam?" krzyczysz zbliżając się do skrzyni okrytej biało-czerwoną flagą, skrywającej Twój największy Skarb. Chciałabyś zatrzymać Go przy sobie już na zawsze, nie wypuścić już nigdy z matczynych objęć, a tym czasem zabierają Ci Go znowu, by oddać dopiero za kilka godzin...

Omdlała z rozpaczy, z drżącym sercem oczekujesz na Niego na progu domostwa, w którym się wychował. Twój potworny krzyk rozdziera powietrze gdy słaniając się na nogach kroczysz tuż za Nim. Patrzysz na białą flagę znaczoną krwawymi krzyżami i myślisz o Jego obietnicy- „Będziecie ze mnie dumni"...

Twój bezradny, żałosny krzyk, spowita czernią twarz wykrzywiona potwornym grymasem rozpaczy i naznaczona zamarzającymi na mrozie łzami to widok, dla którego opisania trudno znaleźć słowa...

Nareszcie... Jest tutaj, z Tobą... Unosisz ciężkie wieko i opadasz bez ducha na martwe piersi swego Syna, tulisz się do nich krzycząc, jakby mając nadzieję, że żałosny krzyk Matki zbudzi Go ze śmiertelnego snu... Całujesz Jego bladą twarz, zranione usta, a patrząc w Jego zamknięte oczy gładzisz potłuczoną głowę spoczywającą na atłasowej poduszce i przeczesujesz czarne jak węgiel włosy... i chcesz umrzeć... Umrzeć by być z Nim już na zawsze...

 

Ojciec.

 

Powolnym krokiem snujesz się po obejściu, podchodzisz do furtki, jakbyś na kogoś czekał...

Czekasz... ale On już nie wróci. Ocierasz łzy i wracasz do domu, gdzie Twoja pogrążona w rozpaczy Żona ogląda nie tak stare przecież jeszcze fotografie i niczym obłąkana tuli do nich twarz, to przyciska do serca...

„Tato, boję się..." wciąż dźwięczą Ci w uszach Jego słowa, dźwięk Jego głosu powraca jak natrętna mucha i drażni wszystkie nerwy, bo przecież już nigdy Go nie usłyszysz...

Byłeś Jego mistrzem, to od Ciebie zaraził się pasją, to Ty nauczyłeś Go, że trzeba być dzielnym i niezłomnym w walce o postawione sobie cele...

Nie widziałeś jak zginął, Twoje serce pękłoby z żalu na ten widok... Wiesz co się stało, ale nie chcesz tego oglądać, chcesz Go pamiętać takim, jakim widziałeś Go przy pożegnaniu, gdy wyjeżdżał zrealizować swoje największe marzenie.

Obiecał, że będziecie z Niego dumni... Patrząc na Twoją pooraną zmarszczkami twarz i wilgotne od łez oczy czuję, że ponad wszystko na świecie wolałbyś mieć Go obok siebie żywego, choćby nawet nie było powodów do dumy... Cóż bowiem duma? Czy może się równać z życiem?... Wiesz doskonale że nie...

Patrząc na Twoją zafrasowaną ojcowską twarz chyba już się domyślam co musiał czuć Bóg, gdy Jego Syn umierał na krzyżu...


 

Siostra.

 

            Mariam, powiedz mi przed czym się kryjesz?..

Stoisz w progu uchylonych drzwi, drżącą dłonią ściskając lodowatą klamkę. Oczy masz spokojne, ale takie niepewne... Spoglądasz przed siebie, jakby z niedowierzaniem, ale płacz wokoło, zapach dymu i wosku, Twój czarny strój i czarny szal spowijający krucze włosy uświadamiają Ci, że to jednak prawda...

Tak Mariam, to On- Twój Brat... jedyny, ukochany...

Twoje usta lekko rozchylone zdają się szeptać Jego imię, powtarzając je bezgłośnie w niekończącej się litanii. Modlisz się, wiem... Modlisz za Niego, ale to Jego imię jest Twoją modlitwą...

Podejdź do Niego... Tak bardzo chciał Cię przytulić, swoją kochaną, młodszą Siostrę... Idź Mariam, przytul Go tak jak robiłaś to zawsze gdy wracał do domu...

Upadasz na kolana tuląc twarz do Jego martwego policzka. Jest taki zimny, obcy, tak całkowicie inny od tego braterskiego policzka który tak często tuliłaś... Układając rękę na Jego piersi próbujesz wyczuć bicie Jego serca, ale... Ono uparcie milczy... Zamilkło już na zawsze...

 

            Przyjaciel.

 

            Błąkasz się bez celu, nie mogąc znaleźć sobie miejsca...

Powiedz mi, który już raz stajesz w tym przeklętym miejscu, gdzie wraz z najlepszym Przyjacielem umarły także Twoje marzenia?... O czym myślisz stojąc w miejscu gdzie upadł, opierając się o słup, w który uderzył z tak niebotyczną prędkością i patrząc na pozostałości plam Jego krwi, które ktoś próbował zetrzeć, bo zbyt przerażały...

Patrzę na rosłego, czarnowłosego młodzieńca płaczącego jak dziecko i sama ocieram łzy...

Twój Przyjaciel zginął realizując swoje marzenie, umarł za to, co kochał; Ty potrafiłeś wyrzec się swych marzeń- nie tylko ze strachu, ale przede wszystkim z miłości... O tak, kochałeś Go- nie tylko jako Przyjaciela... „Friendship means more than anything, more than sports and fame." Był kimś znacznie więcej, był dla Ciebie jak Brat i to właśnie z miłości do Niego porzuciłeś swoje największe marzenie, bo ważniejsza jest dla Ciebie Jego cześć i pamięć o Nim niż największy sukces i najwspanialsze marzenia, poza tym... teraz marzysz tylko o jednym... by móc cofnąć czas i zapobiec tej tragedii, lub by ktoś powiedział Ci, że to się nigdy nie wydarzyło...

 

 

„Bohaterowie".

 

            Głośny, metaliczny odgłos, niczym uderzenie dzwonu zrywa Was na równe nogi. Biegniecie co sił, bo tutaj o życiu decydują sekundy.

Patrzę na Was i pytam, sama nie wiem kogo- co wtedy czuliście, czy ratowaliście Go wierząc, że się uda, czy jednak gdzieś tam, na dnie serca było to nieznośnie uczucie, że próbujecie ocalić Kogoś, kogo już nie ma? Nikt z Was się pewnie nad tym nie zastanawiał, po prostu nie było czasu na takie rozmyślania, przecież na Waszych oczach umierał człowiek i w Waszych rękach spoczywało jego młode życie.

Nie oddychał, serce się zatrzymało... Jeden z Was zdejmuje kask z Jego potłuczonej głowy i podtrzymuje ją w bezpiecznej pozycji choć krew spływa Mu po dłoniach, ale to nic... „Wykonywałem tylko swoją pracę"- jak powiedział ludziom, którzy próbowali robić z Niego bohatera...

Wy wszyscy jesteście Bohaterami- oddychał oddechem jednego z Was, ucisk dłoni jednego z Was był biciem Jego serca...

Wyjąca syrena karetki... Długo patrzycie jak się oddala, macie świadomość, że to już koniec, a jednak, tuląc towarzyszy w geście pocieszenia, próbujecie wlać nawzajem w swoje serca ten przyćmiony płomyk nadziei, wierząc, że ona jest, że nie umarła jeszcze, bo przecież... Zawsze umiera ostatnia...

 

„...Your dream will last forever"...

 

            Już nawet nie próbuję liczyć który dziesiąty (a może setny) raz oglądam to nagranie, zapis ostatnich chwil Twojego życia, który setny raz przeglądam zdjęcia, dla wielu zbyt makabryczne, bo śmierć na nich jest zbyt przerażająca, bo tak prawdziwa- inna od tej, którą przywykli oglądać w „filmowych arcydziełach" 10 kategorii...

Prawdziwy ból, prawdziwa krew, autentyczna rozpacz Rodziny i Przyjaciół, bezradność w obliczu tego, co się stało, bo przecież „The impossible had happened"... Tak, stało się niemożliwe, nikt nie przypuszczał nawet, że może dojść do takiej tragedii, szkoda, że nikt nie przypuszczał...

Wiem, że bardzo się bałeś, ale przecież tylko głupiec nie odczuwa strachu.

Bałeś się, a jednak postanowiłeś wystartować, przecież marzyłeś o tym przez całe życie...

Wreszcie nadszedł ten moment. Stajesz na progu niemal półtorakilometrowej lodowej rynny, o krok od realizacji swojego życiowego marzenia... ostatniego marzenia... Odpychasz się, uderzasz dłońmi o lód, mocno, aż do granicy bólu, by nabrać prędkości. Jesteś skupiony, choć w myślach kołacze zapewne ostatnia rozmowa z Ojcem, w której to przyznałeś się, że czujesz strach. Pamiętasz, że kazał Ci zwolnić gdyby coś się działo, ale przecież to byłoby równoważne z poddaniem się, a Ty jesteś dzielny, nie poddasz się tak łatwo, chcesz, by Rodzice byli dumni, że mają takiego Syna. Zawrotna prędkość niemal 145 km/h i całkiem niezły czas przejazdu, możesz być z siebie zadowolony. Jeszcze tylko kilkadziesiąt metrów, ostatni łuk i meta.

Ale sanki źle wchodzą w zakręt, wyrzucając Cię w powietrze. Ostatnia próba ratunku. Za późno... Uderzając w stalowy słup upadasz bezwładnie na ziemię.

Na betonowym krawężniku rosną plamy krwi...

Ratownicy są przy Tobie w ułamku sekundy, uwalniają rozbitą głowę z kasku, próbują przywrócić oddech i bicie serca.

Poruszą niebo i ziemię by Cię ocalić, choć gdzieś w zakamarkach umysłu pokutuje świadomość, że jest już za późno. Ich oddech jest Twoim oddechem, ucisk Ich rąk jest biciem Twego serca... Nic więcej nie mogą zrobić...

Patrzę na to „makabryczne" zdjęcie, na Twoje usta sine i zakrwawioną twarz, i na te otwarte, czarne i nieprzytomne (a może dawno martwe już) oczy...

Jeden z Ratowników podtrzymywał Twoją głowę, podczas gdy inni próbowali przywrócić Cię do życia... To właśnie na Niego patrzyłeś swymi czarnymi, nieprzytomnymi oczami, tak nieziemsko spokojnymi i łagodnymi oczami dziecka... Jakbyś chciał Go przeprosić za Twoją krew sączącą się powoli po Jego dłoniach, podziękować za podjęty trud, jakbyś mówił: Wiem, że zrobiliście wszystko co w Waszej mocy...

 

Powracają obrazy oszalałej z żalu Matki, zapłakanej, pooranej zmarszczkami

twarzy Ojca, oczu Twojej Siostry- niedowierzających temu, co widzą; Przyjaciela, przygniecionego stratą bliskiej osoby i Ratowników, którzy wbrew nadziei próbowali ocalić Ci życie...

I znów Twoja spokojna twarz, niczym twarz chłopca pogrążonego we śnie, śnie, z którego nie zbudzisz się już nigdy, który będzie trwał wiecznie, tak jak wieczne jest złoto o którym marzyłeś i za które oddałeś życie...

 

„I will either win or die..."

Dlaczego dotrzymałeś słowa?...

 

Spoczywaj w pokoju...

 

 

Tak kończy się historia Nodara Kumaritashvili'ego, 21-letniego gruzińskiego

saneczkarza, który oddał życie realizując swoje marzenie i robiąc to, co kochał.

 

Nodar Kumaritashvili zginął w piątek, 12 lutego 2010 roku, podczas sesji treningowej na torze olimpijskim w kanadyjskim Whistler, kilka godzin przed oficjalnym rozpoczęciem Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Vancouver, kiedy to wypadł z toru z prędkością niemal 145 km/h i uderzył w stalowy słup stanowiący konstrukcję podporową dachu; pomimo podjęcia natychmiastowej akcji reanimacyjnej nie udało się Go uratować, zgon stwierdzono po przewiezieniu Sportowca do szpitala.

 

Dziś, 20 lutego 2010 roku, Gruzja żegna swojego Bohatera...

Nodara pochowano w Jego rodzinnej miejscowości- Bakuriani...

 

   

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wykorzystane zdjecia pochodzą z serwisu: http://sports.yahoo.com

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

*** (Za ten cud Ci Boże dziękuję...)

wtorek, 26 stycznia 2010 1:19

Za ten cud Ci Boże dziękuję,

Za cud Człowieka, coś mi go na drodze postawił.

 

Trzymam w dłoniach książkę

I łzy napływają do oczu,

Gdy czytam tych kilka słów skreślonych

W zaskoczeniu, lecz z radością

Na spełnienie mojej prośby.

„z życzeniami wielu sukcesów i szczęścia..."-

Mało to odkrywcze jak stwierdził,

Ale przecież prosiłam tylko o szczerość.

 

„Piosenka pożegnania piosenką jest utraty,

Żegnałem ludzi i zdania, traciłem całe światy."

Powoli już kończy się czas,

Gdy mogłam się chronić w cieniu Jego skrzydeł.

Kończy się czas rozmów, pouczeń,

Czas gdy był na wyciągnięcie ręki,

By rozwiązać każdy problem-

Ojciec, Przyjaciel, Mistrz.

 

Już nowy rozdział pisze mi życie,

Kolejny, może ostatni, nie pierwszy przecież.

W nieznaną drogę znów mam pójść,

Z kolejnym bagażem doświadczeń i dni

W poprzek sumieniu i w zgodzie z nim

Przeżytych i minionych bezpowrotnie.

 

Pokazał po jakiej drodze mam iść,

nauczył walczyć- o marzenia i prawdę,

nauczył żyć- nie z innymi w zgodzie, lecz z sobą,

bo tylko żywe ryby umieją płynąć pod prąd-

wbrew i na przekór wszystkiemu.

 

„Człowiek nie może niczego nauczyć drugiego człowieka,

może mu tylko dopomóc w wyszukiwaniu prawdy we własnym sercu."

Dziękuję Ci Boże za ten cud,

Za cud Człowieka, coś mi go na drodze postawił,

Człowieka, który pomógł odnaleźć wśród zgiełkliwego wrzasku

Prawdę- ukrytą cichutko... na dnie serca...

 

Łódź, 25/26. 01. 2010

 

Ad perpetuam rei memoriam- na wieczną rzeczy pamiątkę i jako wyraz wdzięczności za poświęcony czas, pouczające dyskusje, konstruktywną krytykę. Za dobroć, cierpliwość i chęć pomocy- Najlepszemu z Nauczycieli...

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"W kołysce Ziemi Obiecanej Dziewica porodziła Syna..."

środa, 23 grudnia 2009 20:15


„W kołysce Ziemi Obiecanej niczego się nie zapomina-

Cudem jest każdy zmierzch i ranek, a każde słowo to nowina.

W kołysce Ziemi Obiecanej Dziewica porodziła Syna.

 […]

Zarazem nic się nie zmieniło-

Rzekami płyną krew i łzy.

Ręce się myje jak się myło

I z ofiar dobrowolnych drwi.

Czci się nadzieję, wiarę, miłość

I to się trwoni co się czci.

Roztrwonili władcy i roztrwonił lud-

Znów najwyższy czas by stał się cud.”

 

(Jacek Kaczmarski; „W kołysce Ziemi Obiecanej”)

 

Życzę Wam wszystkim i sobie również, by te Święta jednak coś zmieniły na lepsze, choć w minimalnym stopniu.

To była niezwykła noc 2000 lat temu, jedyna i niepowtarzalna w dziejach ludzkości. Noc pełna Miłości.

Niech cisza Nocy Wigilijnej i świąteczna zaduma pomogą każdemu z Was głębiej przeżyć Tajemnicę Narodzenia Pańskiego i z sercem przepełnionym Wiarą, Nadzieją i Miłością radośnie wkroczyć w Nowy Rok :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

# # # (Stoi przed nimi...)

środa, 16 grudnia 2009 20:53

Stoi przed nimi, wystraszony i zagubiony. Jest niewinny więc dlaczego się tu znalazł?

Związali mu ręce za plecami, by nie mógł się bronić, gdyby któryś z nich próbował uderzyć.

Ostry sznur ociera skórę, próbuje go trochę rozluźnić, ale z każdą próbą sznur wrzyna się mocniej w delikatną skórę nadgarstków… Boli… jest coraz bardziej zmęczony, stoi tak już od kilku godzin, a oni nie pozwalają usiąść choćby na chwilę.

Jego lekko śniada twarz blednie z każdą minutą, a serce bije coraz mocniej- ze strachu i z bólu jaki zadają mu każdym kolejnym słowem. Jego ciemne, brązowe oczy spowija mgła zmęczenia, a przez nią przebija blask gorzkich łez. Próbuje zachować resztki godności,ale to takie trudne, gdy bezsilny gniew zaciska gardło a łzy palą niemiłosiernie.

Na chwilę przymyka oczy, ale gdy pada kolejne oskarżenie otwiera je znowu- jeszcze bardziej zamglone, jeszcze bardziej łzawe, z jeszcze bardziej bezradnym spojrzeniem.

Patrzy na nich i próbuje pojąć, próbuje zrozumieć dlaczego to właśnie on znalazł się na tym miejscu.

W odpowiedzi słyszy kolejne oskarżenia, okrutne i bezpodstawne, które ranią serce i palą jak wymierzony ciężką dłonią kata policzek.

Chciałby coś powiedzieć, ale nie pozwolą mu się bronić. Usta rozchylone lekko, z jękiem bólu i powstrzymanym słowem sprzeciwu… Nie… już chyba nie ma sensu… Żadna prawda nie zdoła się przeciwstawić temu morzu kłamliwych oskarżeń jakie usłyszał w czasie tego kilkugodzinnego makabrycznego spektaklu… Spuszcza wzrok… nie ma już o co walczyć; wszystko co powie oni i tak obrócą przeciw niemu… milczy, a oni z każdą minutą odzierają go ze strzępów godności jakie mu jeszcze pozostały… Zamknięte usta i ściągnięte wargi tłumią wyrywający się z serca krzyk bólu i rozpaczy… Nie, nie będzie krzyczał, nawet nie uroni łzy, choć palą jego oczy niczym żywy ogień, nie zrobi tego, nie okaże słabości, by móc zachować resztki człowieczeństwa.

Zamilkli… nareszcie… po tylu godzinach cichnie w końcu ta kłamliwa litania bezpodstawnych zarzutów…

Czuje się nagi, całkiem odarty z godności. Znów podnosi oczy by spojrzeć na swoich oprawców i znów oczy rozwiera przerażenie a usta rozchyla bolesny jęk sprzeciwu, kiedy jeden z nich rzuca mu w twarz wyrok mający dopełnić już i tak potwornego upokorzenia…

Powietrze przeszywa krzyk przypominający wycie torturowanych w piekielnych czeluściach potępieńców; cichnie jednak natychmiast stłumiony silnym uściskiem i pełnym miłości szeptem:

-„Spokojnie… to był tylko sen…”


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

* * * (Wpatruję się w Twoje zdjęcie...)

środa, 16 grudnia 2009 20:50

 

Wpatruję się w Twoje zdjęcie

nie wiem nawet

który już raz…

Stoisz…

ręce założone z tyłu

jakby w okrutnych więzach

i ta twarz

zastygła na fotografii

jakby w przerażeniu…

Patrzysz…

na coś w oddali

lub kogoś

oczyma lśniącymi

jakby od łez…

Czy ktoś Cię zranił?

Usta otwarte…

jakbyś próbował coś powiedzieć

albo niedowierzał,

że to dzieje się naprawdę…

Te oczy pełne łez

te usta otwarte

i ręce skrępowane

za plecami

Stoisz…

jak przed swymi sędziami

oskarżony niewinnie

bez prawa do obrony…

Stoisz…

jakby czekając na egzekucję

Skazany…

za niewinność…

 

Turek, 12.12.2009


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

# # # (w szatach śnieżnych i krwawych...)

wtorek, 29 września 2009 8:26

w szatach śnieżnych i krwawych

z sercem przejętym

i dłońmi drżącymi

unosisz Boga

wcielonego w chleb

 

czystość i cierpienie

biel chleba

czerwień wina

Ciało i Krew

 

święty lęk w Twych oczach

gdy dłonie drżące

układają na ołtarzu

połamane ciało Boga

Kapłana i Ofiary

 

Ciało i Krew

czystość i cierpienie

 

wieczór spogląda w milczeniu

na biel zakrwawioną

połamanego ręką Boga

i złożonego na ołtarzu ciała

Kapłana- Ofiary.

 

 

Łódź, 25.09.2009

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Perła . . .

czwartek, 24 września 2009 12:34

 

pogodne

jasne

radosne

oczy

zamknięte już

na zawsze

 

kochające

niewinne

czyste

serce

zatrzymane już

na wieki

 

aksamitne usta

z pocałunkiem

Krwi Boga

które nie przemówią

już nigdy

 

pracowite dłonie

z pieczęcią Krzyżma

niezmytą jeszcze

które nigdy już

nie pobłogosławią

 

zdruzgotane

młodzieńcze ciało

wtulone bezwładnie

w zrozpaczone

ramiona

matki

 

„Był za młody by umierać!”-

krzyczymy do Boga w rozpaczy

a On patrząc z litością

szepcze:

„I zbyt czysty by żyć pośród zła…”

 

Drogocenna Perło

ukryta przed złem

w Skarbcu Miłości Boga

i w skarbczykach

naszych grzesznych serc…

… do zobaczenia…

 

 

Łódź, 24.09.2009

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

* * * (A mnie się śniło...)

środa, 23 września 2009 0:55

 

a mnie się śniło

że śpisz...

spokojna twarz

delikatnie przymknięte oczy

usta jakby lekko

wygięte w uśmiech

i złote włosy

na lśniąco białej

poduszce...

i ten różaniec

w splecionych

na piersi

dłoniach-

jakbyś zasnął

zmęczony

z modlitwą

na ustach...

a obok brewiarz-

byś psalm mógł Mu zaśpiewać

zaraz po przebudzeniu...

 

cisza...

półmrok...

stłumione światło

niby z palących się

świec...

ta cisza i ciemność

przynoszą dziwny spokój

i ukojenie

spokojny sen

z którego wyrywa mnie

huk zamykanego

trumiennego wieka

 

budzę się ze snu

z którego Ty

nie zbudzisz się

już nigdy

bo Ty jesteś już

po jego drugiej stronie...

 

 

Łódź, 22.09.2009

 

 

Pamięci Ks. Marcina- pielgrzymkowego Brata, którego ziemska droga

skończyła się o całe życie za wcześnie...

Do zobaczenia po drugiej stronie snu... Bracie...

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

niedziela, 23 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  49 726  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Oceń to, co robię...






zobacz wyniki

Mój BLOOG

Moje wiersze i opowiadania... pewnie też kilka szkiców i rysunków...

JA...

Mam na imię Karolina, dla przyjaciół Karla.
Jeśli po lekturze tej strony masz ochotę podzielić się swoimi obserwacjami, albo po prostu porozmawiać, zapraszam na gg: 5831151

Statystyki

Odwiedziny: 49726
Wpisy
  • liczba: 100
  • komentarze: 173
Galerie
  • liczba zdjęć: 6
  • komentarze: 5
Bloog istnieje od: 3904 dni

Lubię to